Home

MENU


Zobacz:

Linki


 


Od Cmentarz Komunalny w Leżajsku - Groby Ordyczyńskich

 

 

 

 

 


JANINA ORDYCZYŃSKA

O mnie


 
Janina Ordyczyńska z d. Gdula [*1.XI.1913-13.VIII.1990] urodziła się w Leżajsku i całe życie mieszkała w Leżajsku. Córka Michała Gduli i Małgorzaty z Atamanów.

 

 

Mieszkała na ulicy Górnej 12, budynku murowanym, z balkonem, prawie naprzeciw kirkutu - cmentarza żydowskiego. Dom wybudował w 1905 r. jej ojciec Michał Gdula, z pieniędzy zarobionych w Ameryce. Pracował tam jako majster na budowach. Zmarł w 1923 roku w Stanach i tam został pochowany.
Tylko dwa chrześcijańskie domy były przed wojną na tej ulicy- dom Krawczyka i Gduli.


Wynajmowali w nim mieszkania trzem rodzinom żydowskim, więc nic dziwnego, że pani Ordyczyńska i jej brat Maniek od dzieciństwa biegle umieli porozumiewać się w jidysz.
Pani Ordyczyńska wychowywała się z dziećmi żydowskimi na wspólnym podwórku, miała wiele koleżanek Żydówek. Z jedną z nich -panią Micą z Hajfy do ostatnich dni swego życia utrzymywała kontakt.


W 1939 roku wyszła poślubiła Józefa Ordyczyńskiego. Józef Ordyczyński był utalentowanym sztukatorem. Po wojnie całe lata jeździł po Polsce i odbudowywał kraj po zniszczeniach wojennych, odnawiał kościoły m.in. w Warszawie. Mieli dwóch synów- Mieczysława i Piotra oraz córkę Krystynę. "Dorobili się" sześciu wnuków - Ksawerego, Witolda, Mariusza, Piotra, Jerzego i Tomasza.

 

Kiedy z inicjatywy Borucha Safira odbudowano grób cadyka Elimelecha w 1962 roku, powierzono jej klucz do kaplicy i opiekę nad całym cmentarzem. Gorliwie wykonywała swe obowiązki. Pilnowała tu porządku: sprzątała, czyściła nagrobki, naganiała najczęściej wnuków do skoszenia trawy, zgrabiania liści, odgarniania śniegu na cmentarzu.
Klucz przechowywała prawie 30 lat, tak długo, jak stoi ta kaplica. Sama kazała wymurować schody i wprawić balustradę. Bez schodów byłoby ślisko po śniegu, a po błocie wiosną, starym trudno wchodzić.

Po latach wojny kirkut pozostawał pusty. Jedynym ocalałym grobem była płyta nad miejscem spoczynku cadyka Elimelecha. W odbudowę i renowację kaplicy bardzo był zaangażowany rabin Mendel Reichberg z Nowego Jorku, który od lat przyjeżdża z grupami chasydów, i który organizował środki na ten cel.
W drugiej połowie lat 80-tych na leżajskim rynku zaczęto zmieniać nawierzchnię. Pod asfaltem ukazały się maceby (kamienne płyty nagrobne ustawiane pionowo, ozdobione płaskorzeźbą i napisem), którymi hitlerowcy kazali wybrukować plac w latach okupacji. Teraz miały powędrować na wysypisko. Pani Janina Ordyczyńska za każdą kamienną płytę płaciła robotnikom pół litra wódki. Uratowała w ten sposób około 60 maceb, które złożono obok ohelu. Leżały tak do końca lat 80-tych, do czasu, gdy Fundacja Rodziny Nissenbaumów odrestaurowała kirkut.
W 1983 r straciła męża, który zmarł 10 stycznia.

zobacz więcej na blogu:

100 lat temu urodził się Józef Alfons Ordyczyński

 

W czerwcu 1984 roku straciła swojego kochanego syna Mieczysława. Bardzo boleśnie odczuła stratę syna. Trudno jej było pogodzić się z myślą dlaczego właśnie On i dlaczego to ją dotknęło takie nieszczęście.
Mówiła często "Nie życzę nikomu, dożyć śmierci własnego syna". W 2001 roku zmarł jej drugi syn. Ale ona już tego nie doczekała.
Janina Ordyczyńska odeszła z tego świata 13 sierpnia 1990 r. Niezwyczajnie. Otworzyła grupce Żydów ohel wielkiego cadyka i upadła ze świętym kluczem w dłoni, nie wróciła więcej do domu - Niektórzy Żydzi mówią, że Ona jest święta, bo cadyk wziął Ją do nieba; niejeden z nich chciałby dostąpić zaszczytu, by w taki sposób odejść z tego świata.


Była wspaniałą kobietą, matką. Znali ją ludzie na całym świecie, bo z całego świata przyjeżdżali się modlić do grobu cadyka, robili zdjęcia, kręcili filmy. Wielokrotnie słyszałam od przyjeżdżających Żydów ciepłe słowa pod jej adresem. Mówili; "O! my panią znamy z telewizji. Pani świetnie mówi po jidysz. Czy pani jest Żydówką?
Bardzo chciałabym odzyskać chociaż trochę tych zdjęć.
Teraz, kiedy już jej nie ma, pamięć o niej nie zaginęła. Przyjeżdżający Żydzi wołają do jej wnuków: "Ale wy urośliście! Pamiętam was takimi małymi, latającymi koło babci". Niektórzy chwalą Witka, że gada w jidysz jak jego babka. Trudno się dziwić, skoro całe dzieciństwo spędził na okopisku, towarzysząc babci podczas rozmowy z Żydami.


 

23 stycznia 2006 roku zmarła córka pani Janiny- Krystyna Kiersnowska. Nie dożyła 60 lat.

Informacje o śmierci Krystyny Kiersnowskiej

Informacje c. d.


Album rodzinny
Autor: Redakcja
  Data publikacji: 24.03.2004 14:00

  Film Piotra Rosołowskiego o rodzinie szukającej swoich korzeni.

Program emitowany był 16 kwietnia 2004
Tomek Ordyczyński  i Witek Kiersnowski mieszkają w Leżajsku, małym mieście na Podkarpaciu. Tomek w tym roku zdaję maturę, chce wyjechać na studia. To zabawne, że dla chłopaka w jego wieku pasjonującego się: jazdą na rowerze górskim, fotografią, podróżami, jedną z ważniejszych rzeczy jest album rodzinny. Sam starannie umieszczał w nim przedwojenne zdjęcia, rysował drzewo genealogiczne rodziny. W domu jest wiele pamiątek z przeszłości, stare dokumenty, zdjęcia przedwojennego Leżajska. Kiedyś jedną trzecią wszystkich mieszkańców miasta stanowili Żydzi, z których większość to byli ortodoksyjni Chasydzi. Przodkowie Tomka jako jedni z niewielu Polaków mieszkali w Żydowskiej dzielnicy. Po wojnie żydowski kwartał miasta opustoszał, jednak od połowy lat 80-tych do Leżajska pielgrzymują setki Chasydów z całego świata, aby pomodlić się nad grobem słynnego cadyka Elimelecha. Każdego roku na kilka dni miasto wraca do swojej galicyjskiej wielokulturowej przeszłości. Chasydzkie święto to ważne dni dla rodziny Ordyczyńskich. Tomek każdego roku obserwuje i fotografuje pielgrzymujących Chasydów, Witek zna nawet język jidisz, nauczyła go babcia Janina. Pani Ordyczyńska to wyjątkowa postać zarówno dla tutejszych Polaków jak i przyjeżdżających Żydów. Przez lata zajmowała się cmentarzem, własnymi środkami dbała o nagrobki i nawet śmierć dosięgła ją w tym miejscu. Zmarła 15 lat temu w dniu pielgrzymki, upadła na ziemię niedaleko grobu Elimelecha w ręce trzymała klucz od bramy cmentarza. Tomek słabo pamięta babcię, dużo opowiadała mu o niej jego matka. Razem założyli stronę internetową rodziny Ordyczyńskich. Pod ich wpływem wiele osób z rodu zaczęło umieszczać podobne małe witryny w sieci.


(...)

Drugą przeciwstawną rocznicę obchodzi się latem. Wielka sława cudownego obrazu Matki Boskiej Leżajskiej od wieków przyciąga wiernych przed Jej ołtarz. Tak pisał Boruch Miller - rodowity leżajszczanin w swojej książce  Szukałem sprawiedliwości"- książce, którą osobiście podarował pani Janinie Ordyczyńskiej:

  "Urodziłem się rok przed I wojną światową w małym galicyjskim miasteczku. To miasteczko nazywano świętym, a to dlatego, że z jednej strony znajdował się grób rabina Elimelecha, a z drugiej klasztor, gdzie podobno miała ukazać się Matka Boska.

 Pewnego dnia - tak wierzyli chrześcijanie- wydarzył się tu cud, ukazała się ludziom Matka Boska.

 Niezatarte są wspomnienia o tym dniu. Wielkie tłumy wierzących Polaków i innych narodowości ze swoimi księżmi i biskupami masowo zalegały ulice. Ludzie szli przed klasztor, nie wszyscy mogli wejść do środka, ponieważ pielgrzymów było tysiące. Tam też każdy miał swoją prośbę do Matki Boskiej, aby im pomogła w  spełnieniu ich życzeń.

 Byłem świadkiem jak na przyjazd biskupa czy arcybiskupa wychodził mu na spotkanie rabin miasteczkowy z grupą wierzących Żydów, aby w ten sposób oddać szacunek i honor".

 


 


Księga Gości-przeglądanie

Księga Gości



 

 

 

 

 

 

 

 

Strona utworzona: 2007-08-30

Aktualizacja: 2014-02-26


Do góry